Menu

gniazdo dziobaka

najodleglejszy

co za niesamowicie niesamowity dzień!

 

rano podczas obchodu zapytałem (jak już wcześniej postanowiłem) ordynatora oddziału, na którym praktykuję (a jest to chirurgia gdyby ktoś jakimś niewiadomym cudem jeszcze nie wiedział) czy byłaby możliwość obejrzenia jakiejś operacji.

O: owszem, byłaby.

nj: a kiedy?

O: a nawet dzisiaj, od 8:30 się zaczynają zabiegi

koleżanka, z którą praktykuję i męczę pacjentów: a czy są dzisiaj operacje z chirurgii? [dobrze że o to spytała, bo w piątek widzieliśmy zabieg z laryngologii - usuwanie polipów z zatoki szczękowej. znaczy mówię "widzieliśmy", ale widać było tylko kawałek nosa i dwóch lekarzy wyciągających kulki plazmy]

O: a nie wiem.

 

i rozmowa się skończyła, postanowiliśmy że zapytamy pielęgniarki na oddziale o rozpisane na dziś operacje z chirurgii.

no ale najpierw obowiązki, a potem przyjemności. więc poszliśmy z pielęgniarką uczyć się pobierać krew.

i jak tylko skończyłem pobieranie a zabrała się Koleżanka, zadzwonił telefon w dyżurce pielęgniarek i odebrała jedna i powiedziała nam że pan ordynator mówi że możemy już iść na operację tylko szybko. przez chwilę stałem rozdarty pomiędzy iściem samotnie a czekaniem na kolejną okazję razem z Koleżanką coby być fair, ale na szczęście powiedziała że zaraz mnie dogoni. tak się zresztą stało.

jak już się odzialiśmy w zielone i weszliśmy na salę, zaczęła się operacja. z użyciem laparoskopu. nikt nam wcześniej nie powiedział co będzie operowane, a głupio było spytać "yy tego, przepraszamy, na jakiej operacji właściwie jesteśmy?" - więc postanowiliśmy czekać na rozwój wydarzeń. lekarze się wbili tymi swoimi rurami gdzie mieli się wbić, włożyli kamerę i jeden za coś podłużnego złapał i podniósł i stwierdził że o, będzie dobrze. *ping* - podłużne => wyrostek - skojarzyło mi się. i dopiero po chwili się skojarzyłem że przecież obok tego jest wątroba, więc to chyba jest coś innego. a mówiąc coś innego mam na myśli pęcherzyk żółciowy.

przyznaję, że przez większość operacji miałem rozdziawione usta. dobrze że na nich była maska.

i był jeden dość interesujący moment, kiedy podczas koagulacji coś zapiszczało. znaczy, gdy przyrząd do tej czynności jest uruchamiany to piszczy, ale sam doktor głośno stwierdził że on teraz nic nie naciska. i po sekundzie się zorientował (na szczęście w porę) że pacjentka się budzi.

po skończonej operacji poszliśmy we dwójkę do szatni, gdzie

 

przebraliśmy się w normalne stroje; znaczy ja byłem w trakcie a Koleżanka już się przebrała. i podszedł ordynator i zapytał się dlaczego już idziemy. nie chcemy oglądać kolejnej operacji? oczywiście że chcieliśmy, po prostu nie wiedzieliśmy czy możemy. więc poczekaliśmy paręnaście minut aż już wszystko przygotują i weszliśmy na salę.

 

i zaczęła się magia.

wyżej wymieniony ordynator popatrzył na mnie i zapytał: "to co, uczymy się operować?"

ja oczywiście się zaśmiałem, bo jak niby studencina po pierwszym roku może się uczyć operować?

lecz pan doktor kontynuuje: "nie śmiej się tylko chodź się myć. umiesz się myć do zabiegu?"

oczywiście nie umiałem, bo jak niby studencina po pierwszym roku...

więc wszystko mi zostało objaśnione, odkręcamy wodę, płuczemy ręce tak żeby wszystko spływało w stronę łokci, naciskamy łokciem dozownik z mydłem, myjemy każdy palec osobno, znowu dozujemy mydło GDZIE! NIE DOTYKAJ PALCAMI NICZEGO! OD NOWA! spłukujemy dokładnie mydło, bierzemy sterylny ręcznik i wycieramy dokładnie ręce i ramiona GDZIE! NIE DOTYKAJ RĘCZNIKIEM RĘKAWA, RĘKAW JEST BRUDNY! więc bierzemy nowy ręcznik i suszymy dokładnie ręce. po czym dostałem fartuch do włożenia, pielęgniarka mi zasznurowała fartuch i pomogła włożyć rękawiczki i podszedłem do stołu NICZEGO NIE DOTYKAJĄC RĘKOMA! i oparłem dłonie na stole operacyjnym, a raczej na nodze pacjentki.

a inny doktor stojący obok mnie odwrócił się do mnie i powiedział "będziesz najważniejszym człowiekiem przy stole".

a ja się znowu zaśmiałem, bo jak niby...

a on kontynuuje: "nie ma się co śmiać, będziesz kamerzystą".

 

tak właśnie.

trzymałem kamerę podczas cholecystektomii laparoskopowej. żeby chirurdzy widzieli w czym dłubią.

oraz po wyjęciu pęcherzyka z kamieniem wielkości dużego żołędzia w środku dane mi było ucinać nitki po założeniu szwu przez doktora. i założyć jeden szew, tzn. przełożyć igłę najpierw w jedną stronę dwa razy przez skórę, potem drugą. pewnie bym się nauczył jak to się dalej wiąże, ale pacjentka zaczęła się budzić z charkotem przez wszystkie te rurki i już jej nie usypiali i trzeba to było robić szybko.

Boże, jak mi się potem trzęsły ręce.

 

pozdrowienia z wakacji!

wakacje 2011

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • dranga

    Za to satysfakcja jaka! :)

  • Gość: [Misiania] *.aster.pl

    O, jakbym 'Grey's Anatomy' oglądała :) Jak boniedydy, te same emocje :)

  • najodleglejszy

    tak, tylko tutaj mniej się sypia z kim popadnie.

  • najodleglejszy

    i w ogóle mniej sypia jak już przy tym jesteśmy

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ... i nie usuwa nadmiaru płynu mózgowo-rdzeniowego za pomocą wielkiej igły, wbitej przez oczodół do przestrzeni podpajęczynówkowej :D Boże, kiedyś się oglądało Chirurgów z zapartym tchem, że o Housie nie wspomnę.

  • Gość: [BzZz] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Boże. Chirurdzy, House. oglądało się kiedyś. teraz wolę zająć się własnym życiem, niż śledzić sztuczną 'rzeczywistość' TV. starzejemy się.

  • najodleglejszy

    Bzz, jesteś pewna że to był nadmiar płynu m-r? bo w takim razie cholera nie mam pojęcia jak to Alex zrobił. myślałem że coś tam innego odsysał.

© gniazdo dziobaka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci