Menu

gniazdo dziobaka

najodleglejszy

3 miesiące temu, pod koniec stycznia, spełniłem swoje odwieloletnie dredomarzenie.

 

tak, to magiczna dredokabina z zegarkiem i graffiti na ścianie.

 

szarpanie za włosy okropnie okropnie bolało. nie sądzę żebym kiedykolwiek wcześniej niekontrolowanie trząsł się i oblewał potem z bólu. i wszystko mi skakało i odruchowo podnosiłem rękę żeby się bronić i przeganiać wrogie szydełka i musiałem sobie przypominać że ja tu siedzę ze swojej własnej woli i zmieniać samoobronny cios w drapanie się po nosie.

i przez dwie kolejne noce ciężko było zasnąć, bo skóra na głowie cała obolała. więc najpierw układałem się ostrożnie na plecach, po chwili ból przechodził, ale gdy ruszałem którąkolwiek częścią ciała, nieważne jak małą (np. szyszynką), skóra się znowu odzywała. głośno. no więc przewracałem się na prawy bok powoli ostrożnie, opierając głowę na ramieniu, zasypiałem, budziłem się gdy zaczynało mnie boleć ramię, przewracałem się na lewy bok powoli ostrożnie, opierając głowę na ramieniu, i tak się radośnie bawiłem do rana.

jest oczywiście kilka minusów - nie można iść spać z mokrymi włosami, bo jeśli się położy na mokrych w środku dredach to mogą się powyginać, pospłaszczać i w ogóle mnóstwo strasznych rzeczy. a schną potwornie długo, więc nie myję ich przed snem, tylko rano albo po południu. teraz już lepiej, bo można wyjść z mokrą głową na dwór pole zewnątrz, ale w zimie przecież mogą pozamarzać i się połamać czy nie wiadomo co jeszcze. nie mówiąc o się pochorowaniu.

 

no i nie bardzo da się wykonywać czynności wymagające noszenia czegokolwiek na głowie.

 

no chyba że spróbuję jakiś rondel zdobyć

 

ale korzyści zdecydowanie przeważają.

po pierwsze, spełniłem swoje marzenie, a podobno trzeba spełniać swoje marzenia.

poza tym czuję się w nich bardzo dobrze i jak ja. i zresztą kilka osób mi już powiedziało że wyglądam w nich bardzo jak ja. i ludzie inaczej patrzą, pewnie przez to że zdarza mi się pogodniej chodzić po ulicy gdy sobie przypomnę że mam na głowie dredy.

no i jeszcze dochodzą takie małe bonusy, na przykład brak potrzeby czesania. budzi się człowiek i ma już fryzurę na nowy dzień. i albo mu się zachce szukać opaski, albo nie. i można myć 2 razy w tygodniu i nie widać że ma się na głowie główną tłoczarnię Kujawskiego.

a jak się już je myje, to też są dodatkowe małe przyjemności.

 

TYLKO U NAS! MUSUJĄCE DREDY!

 

oraz okazało się, że pozornie nieprzydatna kieszeń w moich nowych spodniach

 

pozornie nieprzydatna kieszeń w moich nowych spodniach

 

to tak naprawdę przemyślany schowek na szydełko!

 

przemyślany schowek na szydełko!

 

(tzn. bardziej przemyślane byłoby ułożenie schowka wzdłuż nogi zamiast w poprzek, no ale nie będziemy wybrzydzać, spodnie stworzone specjalnie z myślą o dredoludziach nie są rozpowszechnione na rynku)

jestem bardzo bardzo zadowolony i gdybym miał znowu wybierać między dredami a normalnymi włosami to proszę bardzo, chodźcie na mnie z szydełkami i pokażcie co potraficie. jak ktoś się waha to niech się nie waha tylko sprzedaje nerkę i idzie robić. a potem niech się zorientuje, że koleżanka w WAJ-u zrobiłaby dredy za pół nerki albo wręcz pół litra. i niech ją potem prosi co jakiś czas o poprawki i dokręcanie żeby oszczędzić na nerkach, bo czasem się podobno przydają.

© gniazdo dziobaka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci