Menu

gniazdo dziobaka

najodleglejszy

wczoraj - jak niemal codziennie - szydełkowałem sobie radośnie we włosach, po czym - jak niemal codziennie - zrobiłem krótką przerwę i - jak niemal codziennie - odwiesiłem na chwilkę szydełko na dredzie, żeby pamiętać gdzie skończyłem. no i jakoś się rozproszyłem i zająłem czym innym, po czym wróciłem do dredów i zorientowałem się że nigdzie nie ma mojego szydełka. ani na biurku, ani w plecaku, ani (po szybkim obmacaniu głowy) we włosach. po chwili przerwałem poszukiwania bo pewnie i tak się jutro rano przez przypadek znajdzie, a nawet jeśli nie, to szydełka nie są robione z unobtainium no.

po czym zasnąłem nad książką.

po czym obudziłem się o 1 w nocy i zorientowałem się, że zasnąłem nad książką, zacząłem się przygotowywać do prawdziwego snu, zdjąłem koszulkę i jakie było moje zdziwienie gdy koło szyi poczułem jakiś kawałek metalu. jak się okazuje, szydełko przez cały czas potulnie tkwiło w miejscu, w którym je uprzednio zostawiłem, i przed zaśnięciem po prostu robiło uniki przed moimi obmacującymi głowę rękoma.

niby żadna rewelacja, ale po raz pierwszy zdarzyło mi się zgubić coś we włosach i nie sądziłem że w ogóle takie wydarzenie może mnie dotyczyć. w końcu to dredy a nie afro no.

właśnie takiej fryzury nie mam

© gniazdo dziobaka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci