Menu

gniazdo dziobaka

najodleglejszy

nie wiem kiedy ostatnio mogłem coś takiego z pełnym przekonaniem powiedzieć: miałem dziś naprawdę udane zajęcia.

w ramach ćwiczeń z chirurgii mamy parę dni poświęconych na znęcanie się nad fantomami i próbowanie udzielania im pomocy. śmieszne manekiny z głośnikami w środku, szmerzą, świszczą i trzeszczą przy osłuchiwaniu, krzyczą i kaszlą, pikają tętnami, ciśnieniami i saturacjami na ekranach, a studenci próbują zorganizować się w zespół i jakoś je uratować. a przynajmniej nie zabić. i przy okazji nie zrobić sobie nawzajem krzywdy.

niby wiadomo, że trening czyni mistrza, i wprawa, i doświadczenie, i repetitio matką studiorum, i wszystko takie, ale zdziwiło mnie jak szybko przyniosło to efekty - do pierwszego zasłabniętego manekina podchodziliśmy jak pies do jeża i nie bardzo wiedzieliśmy co i jak, a przy trzecim manekinem z odmą, który z każdym oddechem coraz bardziej umierał potrafiliśmy się już jakoś zorganizować i zabieraliśmy się dużo żwawiej, jak bardzo duży pies do bardzo małego i tak tylko trochę szpiczastego jeża. i nawet udało się go dowieźć do szpitala żywego.

oraz dodatkowo zadziwiająca była dla mnie kolejna oczywistość - jak bardzo prowadzący potrafią wpłynąć na interesującość i korzystność zajęć. gdy przyszła moja kolej na bycie liderem zespołu ratowniczego niepsujowniczego, narobiłem oczywiście sporo błędów, pominąłem część ważnych rzeczy, a część zobaczyłem za późno. a asystenci po każdej scence poza zwracaniem uwagi na liczne potknięcia chwalili za nawet najbanalniejsze i najprostsze dobrze wykonane czynności. jest to bardzo miła odmiana po codziennym "ZBIERALIŚCIE WYWIAD OD CHOREGO ZE ZŁAMANĄ NOGĄ I NIE DOPYTALIŚCIE CZY LABRADOR JEGO SIOSTRY JEST BRĄZOWY CZY BISZKOPTOWY PROSZĘ PAŃSTWA JESTEŚCIE PAŃSTWO NA PIĄTYM ROKU TAKIE RZECZY TRZEBA WIEDZIEĆ I NIE MOŻNA ZAPOMINAĆ". co z reguły skutkuje tym, że przy rozmowie z następnym pacjentem wypytuje się o konkretny odcień zadnich łap labradora, natomiast zapomina się spytać o to, która noga u pacjenta jest złamana i czy to w ogóle noga złamana czy też może nos. co pozwala asystentowi na kolejne nadęcie i rozdęcie i tyradowanie jak to nic nikt nie potrafi zrobić, i tak w kółko od ósmej trzydzieści do trzynastej, od poniedziałku do piątku. a przy takim "podobało mi się, że co jakiś czas ocenialiście świadomość pacjenta, ale za późno podaliście płyny" mam wrażenie, że i pamięta się następnym razem o poprawieniu tego, co się wcześniej omsknęło, i równocześnie utrwala się, że ta dobrze zrobiona czynność była dobra i należy ją nadal robić. pewnie cwaniaki mają doktorat z udzielania feedbacku czy coś. że też taka umiejętność nie jest wymagana od każdego prowadzącego jakiekolwiek zajęcia.

no i bardzo było podnoszące na duchu gdy po moim średnio udolnym liderzeniu, w trakcie podsumowania, lekarz spytał:

l: a co pan wymieni takiego, co wyszło panu dobrze?
nj: ...yymmmm.
l: no nie, parę takich rzeczy było.
nj: przyznam szczerze, byłem tak zestresowany że niewiele z tej scenki pamiętam.
l: a. no to muszę powiedzieć że nie dał pan po sobie tego poznać.

może i nie wyszedłem z zajęć z wiedzą poszerzoną o lata świetlne we wszystkie strony, ale na pewno z lekkim podbudowaniem. i jestem ciekawy jutrzejszego uczenia się konikotomii na wieprzowych tchawicach.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [doro] *.ssp.dialog.net.pl

    super czytac takie notki!

© gniazdo dziobaka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci