Menu

gniazdo dziobaka

najodleglejszy

jakiś czas temu musiałem pójść poprawiać egzamin z pediatrii w godzinach zajęć. udało mi się i prawdopodobnie już nigdy moja noga nie postanie w Prokocimiu, ale dwa dni nieobecności (bo po zdanym teście trzeba było pójść jednego dnia na część praktyczną, a drugiego na ustną) w trakcie pięciodniowego bloku zajęciowego były dla asystenta nie do przyjęcia, więc jeden dzień musiałem przyjść odrobić. i zrobiłem to dzisiaj.
chwilę mi zajęło znalezienie mojego lekarza, a gdy już się pojawił, okazało się że wybrałem kiepski dzień, bo pan doktor musi udać się na szereg konsultacji. no ale skoro już pan przyszedł to nie chcę panu robić przykrości, zajmie się panem koleżanka.
poszliśmy na wizytę - lekarz z którym miałem odrabiać, lekarka i dziewczyna, która wyglądała na rezydentkę. o ile w trakcie normalnych zajęć udział w wizycie nie ma absolutnie żadnego sensu, bo studentów jest przynajmniej pięciu i czasem się zdarza że zanim wszyscy wejdą do sali chorych, to lekarz już wychodzi, to dziś było całkiem miło - pan doktor wszystko tłumaczył o każdym chorym, zadał jedno czy dwa pytania. można było się poczuć jak studenci idący programem dla obcokrajowców.
no ale jeden doktor się spieszył na konsultacje, pani doktor na wykład, i zostaliśmy ja i rezydentka. trzeba było zająć się badaniem i uzupełnianiem papierkologii o dzisiejszy stan każdego pacjenta. podzieliliśmy się chorymi, po czym zacząłem latać po oddziale, szukać działającego ciśnieniomierza, plątać się w kabelkach EKG, podpinać elektrody, orientować się że kilku brakuje, pytać pielęgniarek o miejsce gdzie można takowe uzyskać, słuchać narzekającej pielęgniarki oddziałowej jak to wszyscy chcą robić EKG, znowu się plątać w kabelkach EKG i nie móc uzyskać zapisu ani wydruku, otrzymywać pomoc od innej pielęgniarki która miała zajęcia ze swoimi studentami i tak dalej.
w trakcie oglądania, obmacywania, osłuchiwania i opukiwania któregoś już pacjenta pomyślałem sobie "w sumie to robię to co czym się prawdopodobnie będę zajmować na stażu - badanie pacjenta, referowanie lekarzowi i takie tam. jak na razie nie jest źle". pozapisywałem tętna, ciśnienia i saturacje, po czym wróciłem do dyżurki czekać na zajmującą się mną rezydentką.
która przyszła, zaczęła wpisywać wybadane przeze mnie brzuchy miękkie, niebolesne do odpowiednich rubryk na komputerze, po czym powiedziała po cichu "w ogóle co za dzień dzisiaj, żadnego lekarza i dwoje studentów zajmujących się odcinkiem. jestem tu czwarty dzień".




nie mam prawa jazdy i nigdy nie prowadziłem samochodu, ale podejrzewam że właśnie tak się człowiek czuje gdy okazuje się że przestają działać hamulce. i nie ma pasów bezpieczeństwa. i właściwie to z kierownicą też słabo.

 

wszystko skończyło się dobrze, w końcu jeden z lekarzy wrócił (i puścił mnie do domu), cały czas był w pobliżu jakiś inny dochtór zajmujący się innymi pacjentami, no i nie wykonywaliśmy przeszczepów mózgu no, tylko sprawdzaliśmy so się dzieje z kilkoma staruszkami leżącymi cały czas w łóżkach. ale fakt że przez parę godzin byłem bez bezpośredniego nadzoru był... nieco przerażający. czuję się dobrze i już się zdążyłem z doświadczenia pośmiać, ale O RETY.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Dorororo] *.dynamic.chello.pl

    Oh no wrócił, w końcu!

© gniazdo dziobaka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci