to, co mi się przydarzy, to zapiszę... jak już się nauczę toto obsługiwać.
RSS
sobota, 22 lutego 2014

no więc bardzo dobrze się milczało. i o rety, ile człowiek się potrafi dowiedzieć o sobie i o innych.

1. nie jestem w stanie wyłączyć muzyki, która mi od rana do wieczora gra w głowie.

2. niby to oczywiste, ale zadziwia mnie że bez żadnego wcześniejszego umawiania się i bez gadania siedzące wzdłuż stołu stado ludzi wypracowuje sobie banalnie prosty system jak po kolei podawać sobie jedzenie. i jak można wiedzieć, że ktoś siedzący obok próbuje się dostać do herbaty owocowej a nie czarnej i umieć od razu podać mu właściwą, mimo że oba rodzaje stoją obok siebie.

3. siedzenie obok siebie bez odczucia przymusu gadania o czymś (a wręcz przeciwnie) jest bardzo miłe. często mi się zdarzało iść z kimś przez miasto i zastanawiać się, jak przerwać coraz dłużej trwającą ciszę, dochodzić do wniosku że mi to wcale nie przeszkadza i że wystarczy że po prostu ten ktoś obok mnie jest, po czym zastanawiać się czy ów nieborak przypadkiem nie zastanawia się jak przerwać coraz dłużej trwającą ciszę. a tu zero towarzyskiego przymusu, siedzi się obok, patrzy się w podłogę i i tak jest miło, bez dyskusji o pogodzie.

4. rany, ale człowiek jest zalewany wszystkim cały czas przez całe życie. pojechałem na 5 dni, a jadąc z powrotem nie mogłem wytrzymać radia w busie, i muzyki, i reklam. trochę straszne to.

5. kolejne trochę straszne to jak człowiek do tego zalewania się szybko z powrotem przyzwyczaja. chociaż muszę przyznać że jeszcze mi się nie chce słuchać muzyki, wystarczy mi ta w głowie.

6. oraz oczywiście wiele innych rzeczy, ale to bardziej do wiedzenia dla mnie, a nie dla każdego, kto tu zawita.

18:01, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 lutego 2014

gdyby ktoś się w przyszłym tygodniu zastanawiał dlaczego milczę, to powodem nie jest, jak do niedawna, milczenie, tylko siedzenie na rekolekcjach w milczeniu i milczenie.

14:15, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 stycznia 2014

"[his] discouragement grew [...] until it turned into a heavy mass of blah."

a poza tym tak, The Maze Runner ciekawa książka.

15:44, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 grudnia 2013

zostałem przedwczoraj wysłany zdalnie przez mamę do Castoramy.

co za okropny, okropny sklep.

wchodzi człowiek i widzi 3 ogromne strzałki, "remont", "urządzanie" i "ogród". no i myśli sobie "hmm, rolety zapewne w urządzaniu". rusza w odpowiednią stronę, czyta tabliczki na początku każdego rzędu i nie może się nadziwić jaki to wspaniały pomysł - od razu się wie gdzie dywany, gdzie tapety, gdzie wszystko - do momentu, gdy dociera do "remont" a rolet ani śladu.

a więc może uznali że rolety się zakłada podczas remontu? okazuje się że oczywiście że nie, za to są tu wszystkie wałki, pędzle i inne straszne narzędzia tortur jakie można sobie tylko wymarzyć. a więc z pewnością nieuważnie patrzyłem na tabliczki. wracamy.

szybko się widzi wszystko na tych tabliczkach, mimo że teraz się uważniej przyglądam to i tak wszystko płynnie idz... "ogród".

i wtedy nadchodzi moment, w którym się zauważa, że ten korytarz, którym się idzie, nie jest jedynym, że za tymi rzędami są kolejne i że to wszystko jest strukturą podobne do biblioteki UU w Ankh-Morpork.

nie do końca wiem jak mi się udało znaleźć to, czego szukałem i wydostać i przeżyć. ale wyprawa miała swoje plusy, bo po wyjściu znalazłem się obok Cinema City. więc postanowiłem się wybrać z czystej ciekawości i zobaczyć czy Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia będą jakoś w najbliższym czasie dnia. planowałem od pewnego czasu pójść, bo Igrzyska śmierci w formie papierowej całkiem mi się podobały (oraz sprawiły, że nabrałem ochoty nauczyć się strzelać z łuku i rzucać nożami) a poprzedni film nie był najgorszy. no ale nie liczyłem na wiele, bo 12:50 nie wydawała się seansową godziną. i Cinema City myślało podobnie.

za to 13:00 to zupełnie inna historia.

na dodatek dobrze przemyśleli przyciągnięcie mnie - trafiłem na jakąś promocję, dzięki której bilet był tańszy niż w normalne dni ze zniżką studencką, a sam film był z napisami. co za radość, precz z dubbingiem.

niestety trzeba było przesiedzieć przez dwadzieścia. pięć. minut. reklam. wystarczająco długo żeby rozważyć zalety wynikające ze ściągania filmu i oglądania go na wielkim telewizorze w domu.

ale i tak było prawie warto, dzięki reklamie Ibupromu. Ibupromu z inhibitorem ce o iks, dodajmy. i wyjaśnijmy od razu to, o czym zapomnieli powiedzieć w reklamie, mianowicie że inhibitorem COX jest główny składnik, czyli ibuprofen. rewolucja ludzie, pędźcie do aptek bo wszystko wykupią.

a sam film? nie był zły. dobrze że poszedłem bez oczekiwań - dzięki temu się nie rozczarowałem, a nawet miałem pewną przyjemność z oglądania. i cieszę się że poszedłem sam - a planowałem się wybrać z jakimiś znajomymi czy coś - bo ktoś inny mógłby mieć oczekiwania i się rozczarować.

a teraz przepraszam bardzo, idę zrobić sobie łuk z wieszaka, wyjąć noże do masła z szuflady i polować na kuropatwy.

14:25, najodleglejszy
Link Komentarze (4) »
wtorek, 19 listopada 2013

obserwacja nr 1:

jak na razie te studia mnie powoli niszczą, zjadają cały czas, wywołują depresje i poczucia winy niezależnie od tego, czy pójdę na wykład (powinienem już to pamiętać, inni już to pamiętają, dlaczego tego nie pamiętam, dlaczego się nie mogę na tej ścianie faktów skupić) czy też nie (powinienem być na wykładzie, inni są na wykładzie, dlaczego nie jestem na wykładzie, dlaczego mnie to wszystko nie interesuje). nie mówiąc o przerażeniu na myśl o odpowiedzialności za innych ludzi już potem, jak skończę toto i będę dorosły i w ogóle.

 

obserwacja nr 2:

przeraża mnie, że mogę się już więcej rzeczy stąd nie dowiedzieć, że jeśli stąd pójdę, to mnóstwo mnie ominie. wiem że nie da się wiedzieć wszystkiego i wiem że cały czas filtruję informacje i decyduję o tym, co chcę wiedzieć a czego nie, chociażby zmieniając stacje radiowe albo nie czytając gazet, albo grając na laptopie zamiast czytać po kolei hasła w słowniku i takie tam. i wiem że ta wiedza tutaj mi tylko wchodzi minimalnie przez osmozę, bo o nią prawie nie zabiegam. i wiem że gdybym sobie stąd poszedł to większość z tego do niczego by mi się w życiu nie przydała. ale mimo wszystko.

 

wniosek:

syndrom sztokholmski.

 

***

obserwacja nr 3, niezwiązana z tematem. znaczy związana, ale luźniej:

od paru dni miałem nieadekwatny nastrój i nie wiedziałem właściwie co się dzieje. i przyglądanie się sobie nie bardzo pomagało:

- jak się czuję?

- mm-pff

- głodny?

- nii

- zmęczony?

- nie aż tak żeby się czuć mm-pff

- źle się śpiewa?

- jeszcze czego, wspaniali ludzie, wspaniała zabawa, a po próbach jeszcze gramy w piłkarzyki!

- coś jeszcze?

- no i w kosza zacząłem z WAJ-em grać, w kosza! od dwóch lat nie grałem jeśli dobrze pamiętam!

- no to o co chodzi?

- mm-pff

ಠ_ಠ

 

a jak zobaczyłem że chodzi o to że utknąłem i nie bardzo wiem co robić, to od razu się poczułem lepiej. nie wiem na jak długi, i jak długo będę pamiętać o wniosku i uznawać go za wiarygodny, ale póki co działa.

10:00, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 października 2013

ponieważ w tym roku mam całe kontenery wolnego czasu (jak na razie przynajmniej), postanowiłem się zapisać do WAJ-owego jezuickiego zespołu studenckiego. od razu po pierwszej próbie stwierdziłem że to Moje Miejsce we Wszechświecie, no i chodzę na kolejne próby, jest bardzo wesoło, super ludzie i w ogóle. no i na dodatek mam teraz wyznaczony 2 razy w tygodniu czas na śpiewanie, co za wspaniały reżim. kreatywność pod reżimem.

[shameless self-promotion very much]gdyby ktoś chciał posłuchać to w każdą niedzielę o 18 u jezuitów na Kopernika.[/shameless self-promotion very much]


***

- no dobra, skoro w tym roku nie jesteśmy już scholą tylko zespołem, to może macie jakiś pomysł na nazwę zespołu?

- może otwórz Pismo Święte, zobacz na jakie słowo trafisz?

- otwórz, otwórz, sprawdź!

[...]

- i co, i co?

- "stalibyśmy"

- a całe?

- "...stalibyśmy się jak Sodoma" ಠ_ಠ


ostatecznie jednak stanęło na "Jerycho" (chociaż podejrzewam że nie jestem jedyną osobą, której pierwsza wersja tłucze się po głowie), więc tego, gdyby ktoś miał niepotrzebną trąbkę...

11:09, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 października 2013

no, w końcu mogę pić alkohol w USA, jak się cieszę ach

a ta ogromna radość wynika z dwóch powodów:

1. nie lubię alkoholu. zwłaszcza piwo jest z reguły ohydne, chyba że z jakimś imbirowym sokiem, wtedy da się znieść. jedno. potem i tak zwycięża ohyda.

2. nie planuję jechać do USA w przeciwieństwie do młodszego mnie, który był zafascynowany Wielkim Krajem z Telewizji. znaczy OK, Yellowstone bym bardzo chciał odwiedzić, Wielki Kanion też, ale gdyby je wycięli ze Stanów i przekleili, ja wiem, do RPA, nie byłoby dla mnie wielkiej różnicy poza samolotem, w który bym musiał wsiąść. może nawet byłoby i przyjemniej. może i na pewno, sądząc po tym co Bryson o swojej ojczyźnie pisze.

***

ktoś: zapraszam do Piwnicy pod Baranam...

nj: dziękuję [idąc dalej]

ktoś: ...skąd masz taukę?!

masoneria.

14:42, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 września 2013

wychodzę sobie z autobusu a tu:

 

ktoś: grasz w jakimś zespole?

najodleglejszy: nie... ale chciałbym :)

k: ale na pewno?

nj: [duh, chyba bym wiedział] na pewno.

k: a, to musiałem cię z kimś pomylić.

nj: najwidoczniej.

k: ...ale grasz na gitarze?

nj: [mikrozonk w duchu] dopiero się uczę, więc raczej znikąd mnie nie znasz.

k: masz słuch absolutny?

nj: ...

k: bo wyglądasz jakbyś miał.

nj: ...

nj: ...znaczy, mam całkiem dobry słuch, ale nie mam wykształcenia muzycznego więc nie bardzo było kiedy sprawdzić...

k: [skręcając w swoją stronę] no to powodzenia w karierze!

nj: [takoż] dziękuję!

 

 

tak siedzę i myślę i myślę i mam podwójną nadzieję że spotkałem podróżnika w czasie.

15:00, najodleglejszy
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 23 września 2013

jedyne drzwi robiące hałas w przestrzeni kosmicznej

gościnnie wystąpili: kosmiczne robaki/parówki/whatnot, Desmond the Moon Bear

zapowiada się ciekawy wznawiany rok, jedynie dwa przedmioty. kto wie, może taka ilość mnie nie przerośnie i będę w stanie się trochę Zorganizować i dzięki temu Bywać W Miejscach. i więcej bazgrać po odwrotach starych kserówek ikeowym ołówkiem!

23:22, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 września 2013

spokojnie, to nie koniec świ... oh wait

13:09, najodleglejszy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 lipca 2013

gdyby w tym momencie ktoś do mnie podszedł i powiedział, że zrobi mi taką karierę zawodową, jaką będę chciał, to bez wahania powiedziałbym, że chcę być chirurgiem i pracować w szpitalu.

znaczy się, "bez wahania" to taki żart, bo decyzja na poziomie ważności "na jaką drożdżówkę mam dziś ochotę?" skutkuje w moim przypadku dreptaniem w kółko, pytaniem znajomych o opinię i mind mappingiem.

no ale tak sobie myślę, gdybym już wydreptał fosę, wyczyścił konto komórkowe i wyczerpał rysik w ołówku, to chyba bym się zdecydował na bycie chirurgiem i pracowanie w szpitalu.

i tu się pojawia moje zastanowienie: ha, jak będzie wyglądać taka praca z moim OCD?

od razu nasuwa mi się myśl, że w myciu rąk nie będę miał sobie równych. nie mogę znieść na dłoniach ziemniaczanego kurzu, a co dopiero mówić o takich bakteriach, które przez kontrast z ujemną ich ilością na bloku operacyjnym stają się jakimś ohydnym błotem i w ogóle niewiadomoczym.

za to bardzo, ale to bardzo nie mogę się doczekać miny rodziny, gdy wejdę po raz trzeci do sali pacjenta dopiero co naprawionego mamrocząc "bo chciałem sprawdzić czy aby na pewno go zamknąłem".

22:06, najodleglejszy
Link Komentarze (1) »
środa, 19 czerwca 2013

bardzo lubię parskać ze śmiechu czymś co akurat piję. zdarza się rzadko, towarzyszy czemuś bardzo zabawnemu oraz samo z siebie dodatkowo jest wesołe dla wszystkich uczestniczących stron. poza oparskniętą, znaczy się. z reguły, znaczy się.

14:01, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 maja 2013

dwa tygodnie temu na nowo odkryłem bieganie. nie żebym miał jakieś ogromne doświadczenie, bo do wtedy miałem na koncie jakieś trzy zeszłoroczne biegi dookoła domowego osiedla, każdy po 2 km. i jakoś mnie to nie pociągało za bardzo. a ostatnio znowu zacząłem i stwierdziłem że bardzo lubię. na samym początku wymyśliłem sobie trasę, z pomocą której zacząłem biegać po 4.25 km i biegam i sobie chwalę.

a parę dni temu stwierdziłem że biega mi się bardzo dobrze, więc pobiegnę jeszcze kawałek wzdłuż Wisły i dopiero wrócę do mieszkania. i zadowolony sobie myślałem, że ubiegłem już pewnie jakieś 5 kilometrów i nowy rekord i och och. no i patrzę na telefon, a on mi mówi 4.25 km. nie kpi się tak ze mnie. wziąłem i zawróciłem i pobiegłem od nowa i nie ustałem dopóki nie dał za wygraną i nie ogłosił że ubiegłem, udyszałem i utruchtałem 8 kilometrów.

i w ogóle trasa! jak już pokonam długi ruchliwy kawałek długiej ruchliwej ulicy, dobiegam do parku z elementarza. w którym ludzie chodzą z kijkami, biegają, jeżdżą na rowerach i rzucają patyki psom. a potem jeszcze wzdłuż Wisły. i przebiegam koło Stopnia Wodnego Dąbie i pod mostem trzeba uważać na głowę, więc trzeba się nisko pochylić i założyć ręce z tyłu i czuć się jak dinozaur.

ach jak biegnę, ach

rawrrr raawrrrrrrr, rawrrr

jestem bardzo zadowolony ze szczegółowości rysunku, jak ktoś mnie nie zna to pozna dopiero jak zobaczy mnie gdzieś polującego na małe ssaki.

11:59, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 kwietnia 2013

wczoraj zostałem znienacka przygnieciony tak wielką ilością wolnego czasu, że nie pamiętam kiedy tak ostatnio było. przez pewien czas nie wiedziałem co ze sobą zrobić, po czym pomyślałem że zamiast kisić się w mieszkaniu wybiorę się na spacer. ale nie wiedziałem gdzie. więc wybrałem się wszędzie. czyli na Rynek, Kazimierz i znowu Rynek i wiele kościołów po drodze.

i widziałem:

- wylegującego się w kościele nieżyjącego pana. fabulous;

come to me, ladies

- ścianę, która została zaskoczona i nie wiedziała co powiedzieć;

, tego

- nucącą sobie tablicę koło restauracji czy czegoś;

rum rum, tam ta tam

- dzieło przedszkolaka uczącego się robić niegrzeczne graffiti;

Wisłovia to stara rozwiązła pani

i wiele innych rzeczy naturalnie, którym nie zrobiłem zdjęcia. na przykład wszedłszy do kościoła Dominikanów trafiłem na cały kompletujący się na komplecie zakon. i śpiewali po łacinie i kłaniali się w pas i robili wrażenie.

bardzo jestem zadowolony że dałem się sobie wyciągnąć na zewnątrz, nawet deszcz taktownie wybierał na padanie momenty, w których przechodziłem bez zatrzymywania się przez portalobramołukomostkoniewiadomoco łączące Rynek z Małym Rynkiem, i po wyłonieniu się spod tego czegoś już nic mi nie moczyło włosów. albo w których wchodziłem do piekarni, zamawiałem zapiekankę i czekałem, tak że mogłem już chrupać na zewnątrz i nie potrzebować parasola.

oraz po raz kolejny po przepuszczeniu pana kierowcy przez pasy podziękował mi ręką. miło być traktowanym jak równorzędny użytkownik drogi, a nie jak obiekt do zabawy "zobaczmy jak blisko da się podjechać i wyhamować w ostatniej chwili przed wprasowaniem w drogę".

chyba muszę częściej się wybierać na czterogodzinne spacery. i częściej się wybierać do indiekina. i częściej budzić się o czwartej w nocy od śpiewu ptaków, jak to mi się od czasu do czasu zdarza. i w ogóle Żyć!

15:29, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 kwietnia 2013

we środę o drugiej w nocy postanowiłem że wcale nie chcę iść na zajęcia, więc mój organizm postanowił mi pomóc i przejąć od EWMM jakieś bakteriowowirusowoniewiadomojakie zatrucie i tę właśnie porę wybrał na radosne oświadczenie mi o swoim osiągnięciu. już się radośnie wyleczyłem i cieszę się Prawdziwą Wiosną na zewnątrz i noszeniem cienkich butów i ukochanej starej wiosennej kurtki i grzaniem twarzy w słońcu i w ogóle i nie będę się rozwodził nad wszystkim co wszyscy o podobnych chorobach doskonale wiedzą, ale uświadomiłem sobie dwie rzeczy:

1) oddział gastroenterologii, na którym mam zajęcia z interny, jest strasznym miejscem pełnym cierpiących ludzi. i oni są tacy kochani, że pozwalają się wypytywać przez tłumy studentów o swoje choroby! a potem wybadać! jak leżałem umierający z bulgoczącym brzuchem to robiło mi się niedobrze na samą myśl o tym, że miałby mnie ktoś w ów brzuch uciskać. a oni tam przecież w jeszcze gorszym stanie leżą. dużo. znaczy pewnie w różnych innych stanach, w których uciskanie by mi nic nie pogarszało nie wyraziłbym sprzeciwu, ale oni nawet wtedy czasem pozwalają! co za wspaniali wspaniali ludzie, nie wiem nawet jak napisać, żeby adekwatnie ich wychwalić.

2) sucharki po połowie dnia nicniejedzenia są pyszne.

20:31, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 kwietnia 2013

dzisiaj zaraz po obudzeniu się przeżyłem drobne małe niewielkie rozczarowanie, bo mały kawałek nieba, który widzę przez okno gdy się odpowiednio odegnę do tyłu wyglądał tak, jakby nigdy przenigdy nie słyszał o zimie. no i po poderwaniu się zobaczyłem że ów kawałek owszem, nie słyszał, ale cała reszta świata nie dość że o zimie słyszała, to na dodatek aktywnie ją praktykuje. wciąż.

ale wszystko zostało mi wynagrodzone po wyjściu na zewnątrz. słońce zmuszało do mrużenia oczu a ja uwielbiam gdy słońce zmusza do mrużenia oczu bo od razu wczuwam się w kogoś, kto mruży oczy z zadowolenia. jak głaskany kot czy coś.

13:46, najodleglejszy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 kwietnia 2013

a dzisiaj byłem w sandomierzowym indiekinie na Porwaniu (Kapringen). całkiem ciekawy, zwłaszcza ze względu na swoją inność i pozorną nicsięniedziejność w porównaniu z amerykańskim mainstreamowym repertuarem. bardzo miła odmiana, chyba muszę częściej w takich miejscach Bywać.

22:46, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 marca 2013

nabyłem nowe ciuszki dwuczęściowe na zajęcia z pediatrii. teraz mogę pędzić z rozwianym włosem w ciemnozielonym ubranku przez korytarze prokocimskiego ultralabiryntu jak Poważny Pan Doktor, podrygując i chichocząc.

10:45, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 marca 2013

ogłaszam się.

podejmuję kolejną próbę wskoczenia na Twittera, link po prawej pod coraz dłuższym archiwum. okaże się co wyjdzie.

ogłosiłem się.

21:27, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lutego 2013

[czcionka Myriad Pro]

miesiące oczekiwania i w końcu jest.

najbardziej innowacyjny produkt stulecia w zasięgu Twojej dłoni. zmień sposób, w jaki patrzysz na świat. spełniaj marzenia. puszczaj wodze fantazji.

Lenovo iDeapad Z580. dotknij i pokochaj. na zawsze.

emejzing

[/czcionka Myriad Pro]

15:58, najodleglejszy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 lutego 2013

nadchodzi taki moment, że skromny stoczek długości niespełna 500 metrów nie wystarcza i człowiek zaczyna się nudzić. bo się wjeżdża dłużej niż zjeżdża, za płasko, chciałoby się jeździć po Alpach, Himalajach i Niewiadomocach. a jedyne po czym można to takie małe coś.

i warto wtedy posłuchać rady szacownego ojca i spróbować jechać na desce w drugą stronę. znaczy nie pod górę, chociaż myślę za mogłoby być całkiem fajnie, a nie tą nogą do przodu co zawsze. i natychmiast człowiek cofa się do momentu, kiedy pierwszy raz przypiął deskę do nóg, nie umie jeździć, wywraca się i jest Wyzwanie i Adrenalina. zadanie jest o tyle łatwiejsze, że tym razem się już wie, do jakich ruchów trzeba dążyć, tylko problem jest ze zmuszeniem tej lewej nogi żeby sterowała tak, jak potrafi to prawa! i w taki oto magiczny sposób stok nagle okazuje się idealny jak na nasze możliwości.

okazuje się że ci dorośli to jednak nie są tacy głupi jak się czasem wydaje i czasami mówią sensowne rzeczy.

15:32, najodleglejszy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 stycznia 2013

jakiś czas temu wymyśliłem wspaniałą rzecz. mianowicie zacząłem sobie umilać robienie drobnego prania w miednicy i podobnych czynności śpiewaniem piosenek Kapeli ze Wsi Warszawa.

i czuje się wtedy taką więź z przodkami, że się robi dokładnie tak jak oni, umila pracę śpiewem i pierze, dokładnie tak jak oni, w plastikowej miednicy, w wodzie z kranu, proszkiem do prania, w łazience na drugim piętrze bloku, i śpiewa piosenki poznane z albumu ściągniętego z internetu. dokładnie tak jak oni.

14:36, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 grudnia 2012

właśnie, parę tygodni temu.

parę tygodni temu wychodziłem sobie w niedzielę przed osiemnastą do kościoła jak grzeczny chłopiec. zamknąłem drzwi od mieszkania, zszedłem piętro niżej, a tam na półpiętrze ktoś leżał. dostałem małego zawału, bo z reguły ktoś tam nie leży a tu znienacka leży. no i pierwsze co pomyślałem to że ten ktoś się upił i się rozpostarł.

po czym zobaczyłem, że ten ktoś ma głowę całą we krwi, oraz czerwony ślad na ścianie. i wyobraźnia podsunęła mi dresów uderzających tą głową w tę ścianę. i jeszcze kałuża krwi dookoła, chociaż teraz nie jestem pewien czy to nie były poły płaszcza czy cholerawieco. ale cokolwiek to było, wtedy było kałużą.

chyba nie muszę mówić, że spanikowałem, prawda? fight or flight stwierdziło że pierwsze akurat tu nie ma zastosowania, więc popędziłem z powrotem na górę, powiedziałem Emerytowanemu Właścicielowi Mojego Mieszkania co widziałem, po czym zadzwoniłem na 112. muszę przyznać że trochę głupio mi było przyznać, że nie wiem czy jest przytomny czy nie, i chyba tylko to mnie ściągnęło na dół i na tyle blisko do tego kogoś, że zobaczyłem że się rusza. i ledwo się zdobyłem na przejście obok niego, żeby wyjść na ulicę osiedlową i skierować karetkę i policję w odpowiednie miejsce.

oczywiście przyjechali, połatali trochę i wzięli, i potem więcej jeszcze połatali.

i dopiero następnego dnia EWMM mi powiedział, że to był niewidomy sąsiad z piętra niżej, do którego co jakiś czas przed paroma laty przychodziła pani z opieki społecznej czy coś, żeby mu pomóc się rozruszać, a on teraz postanowił sam, zszedł ze schodów, wszedł na schody, spadł i się uderzył w ww. ścianę.

wracając do domu z kościołowej wycieczki bardzo się bałem że na półpiętrze będzie wszędzie krew i o rety, ale na szczęście ktoś uprzątnął albo kałużę, albo poły, albo jedno i drugie.

co nie zmienia faktu, że i tak teraz boję się chodzić tą klatką schodową, bo za każdym razem mam wrażenie, że ten człowiek znowu/wciąż tam będzie leżał, cały w kałuży i połach. nie ukrywam - jest to pewną niedogodnością biorąc pod uwagę, że jestem zmuszony tamtędy chodzić co najmniej dwa razy dziennie, codziennie.

a po ochłonięciu pojawiła mi się jeszcze głupia myśl - wszyscy moi znajomi z roku opowiadają jak ktoś zasłabł i lecieli pomagać i takie tam, a tylko kurde mi się musi trafić ktoś taki, że się boję podejść i nie umiem pomóc!

10:45, najodleglejszy
Link Komentarze (6) »
środa, 07 listopada 2012

haha, haha, wszyscy już myśleli że nie żyję, a ja żyję! i udało mi się zebrać mój pierwszy wywiad od pacjenta i nie umrzeć. oraz odpowiedzieć na głos przy wszystkich na pytania zadane przez asystenta grupie i nie umrzeć (chociaż tutaj niewiele brakowało).

w ogóle zbieranie wywiadu! po nauczeniu się mniej więcej na pamięć jakie pytania po kolei trzeba zadawać i przećwiczeniu w parach i zademonstrowaniu przez panią doktor na prawdziwym żywym człowieku w szpitalu jak to wygląda odkrywam moją ulubioną część wypytywania pacjenta:

lekarz lub student: czy pije pan alkohol?

pacjent: tak

lekarz lub student: a jak dużo?

pacjent: ...tyle co wszyscy/średnia krajowa...

[i tu następuje przyszpilenie wymigującego i wijącego się pacjenta]: nie ma czegoś takiego jak średnia krajowa. ile w ciągu tygodnia?

 

z jednej strony to trochę okrutne tak się wypytywać jak widać że ktoś się wstydzi przyznać, ale z drugiej napełnia się wtedy taką satysfakcją, że nie daje się wywieść w pole. i łapie za gardło i przyciska do muru. bardzo uprzejmie i z uśmiechem oczywiście. i w jedwabnych rękawiczkach.

11:50, najodleglejszy
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 lipca 2012

a w ogóle w ogóle to to było bardzo dziwne uczucie, jak już zrozumiałem jak mam ruszać rękoma i przez chwilę wydawało mi się że ja i gitara zostaliśmy rozdzieleni po narodzinach. hum hum.

szkoda że mam te głupie egzaminy we wrześniu, bym siedział i ćwiczył od rana do wieczora.

00:10, najodleglejszy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Darmowy licznik odwiedzin
Katalog stron